> ...
Get Adobe Flash player

 

 

AddThis Social Bookmark Button

PUBLIKUJEMY DONOSY NA KARD. STEFANA WYSZYŃSKIEGO

Ks. kard. Stefan Wyszyński był ostatnim wielkim Polakiem a zarazem hierarchą Kościoła katolickiego w Polsce. Potrafił i miał odwagę walczyć nie tylko o sprawy Kościoła, ale i Polski. Nie złamało go więzienie, ani liczne szykany komunistycznych władz PRL-u.

Obecni hierarchowie to w przytłaczającej większości kreatury chodzące na pasku demoliberalnego systemu III RP, z premedytacją stroniące od obrony naszych narodowych interesów, kultury i tradycji. To wyznawcy nowej ekumenicznej religii, łamiącej pierwsze przykazanie. To jak sami często ją zwą - Kościół judeochrześcijański z hucznie corocznie obchodzonymi świętami, jak np. „Dzień Judaizmu w Kościele katolickim”.

Rozpoczynamy publikację fragmentów teczki jednego z wielu PRL-owskich agentów działających przy kard. Wyszyńskim o nazwisku Zdzisław Sułek. Ponoć był on nawet krewnym kardynała! Nie wiemy czy jeszcze żyje, bo miałby dziś 87 lat.

Zajrzymy do teczek innych agentów, w tym obecnych hierarchów, które wkrótce opublikujemy.


Zobacz skany dokumentów

 


 

Ściśle tajne

Zatwierdzam

Dyrektor Departamentu V M.B.P.

 

Do Dyrektora Departamentu V M.B.P.

ob. Brystygier

RAPORT

o sankcjonowaniu kandydata na werbunek

 

ob. Sułek Zdzisław - Henryk

s. Stanisława i Anastazji z d. Wyszyński

ur. 19 I 1924 w Warszawie

zam. Warszawa Nowe Bródno

ul. Bolesławicka 82 m. 5

 

Ja, naczelnik Wydziału IV Dep. V MBP mjr Horer Wiktor proszę o sankcjonowanie kandydata na werbunek Sułka Zdzisława - Henryka.

Ww. pracuje w Muzeum WP, gdzie kilkakrotnie ginęła broń.

Zamierzam Sułka Zdzisława - Henryka tajnie zdjąć, przesłuchać go na w/w okoliczność. W trakcie przesłuchanie zawerbować w/w.

Początkowo będę mu dawał wyłącznie zadania związane z rozpracowywaniem Muzeum WP. Po pewnym czasie, po bliższym zapoznaniu się z informatorem i ewentualnym finansowym uzależnieniem będę go wykorzystywał dla rozpracowania klerykalnych organizacji akademickich. Jako siostrzeniec prymasa ma w tym kierunku pewne możliwości.

Przesłuchiwał i werbował będę w U.B.P m.st. Warszawę.

 

Naczelnik wydział IV Dep. V

 


 

 

 

Warszawa, dnia 13 grudnia 1971 r.

 

TAJNE SPEC. ZNACZENIA

 

DONIESIENIE

spisane ze słów t.w. „Jasiński”

 

Jak udało mi się wywnioskować z rozmowy z kard. Wyszyńskim w dniu 7.XII.1971 r. to on ma nadzieję, że stosunki między Kościołem a Rządem ułożą się daleko pomyślniej niż to miało miejsce w okresie poprzednim. Oczywiście jest to ostrożny optymizm. Nie obiecuje sobie zbyt dużo, ale sądzi, iż chociaż nie będzie dochodziło do zaostrzeń dlatego, że i Rząd nie jest zainteresowany w zaostrzeniu sytuacji wewnętrznej kraju.

 

Niemniej zdaje sobie sprawę z tego, że jeżeli chodzi o walkę ideologiczną to ona na pewno nie zostanie przerwana, ale liczy, iż może nie będzie prowadzona w sposób drastyczny. W tym względzie też występuje u niego ostrożny optymizm.

Na temat sformułowania w referacie Gierka, że nie ma różnicy między wierzącymi a niewierzącymi - kard. Wyszyński uważa, że nie powinno być różnicy dlatego, że Kościół też dąży do jedności i ocena obywatela powinna być jego pracą, a nie to czy on wierzy czy nie wierzy.

Kardynał podkreślał, że Kościół tak samo jak i Rząd jest zainteresowany w spokojnej pracy, bez wstrząsów wewnętrznych w państwie, które przynoszą tylko szkodę nie tylko w kraju ale i na forum międzynarodowym. Episkopat jest zainteresowany w dalszym polepszaniu się stosunków Państwo - Kościół. Nie jest też obecnie nastawiony na stwarzanie konfliktów i nie pójdzie na jakieś akcje kontrowersyjne, które by zmierzały do zaognienia sytuacji.

Ze względu na trudną sytuację wewnętrzną w kraju - Kościół nie jest zainteresowany w zaognianiu sytuacji, co dało się szczególnie zauważyć zwłaszcza w okresie zaburzeń grudniowych.

„Jasiński” przyznał, iż w różnych przemówieniach kardynał występował często w obronie robotników, ale czynił to w imię sprawiedliwości społecznej.

Z ostatniej rozmowy z kardynałem /7.XII.71 r./ „Jasiński” odniósł wrażenie, że nie będą stosowane środki administracyjne w stosunku do Kościoła. Nie spodziewa się przeszkód np. w obsadzaniu probostw. Chociaż ten problem zawsze był uzgodniony z władzami, ale nie każdy proboszcz uzyskiwał to probostwo, na które był wysuwany przez władze kościelne. Ponadto najbardziej Kościołowi zależy, żeby mógł uzyskać zezwolenie na budowę obiektów sakralnych, a przy nich i plebanii.

Kilka zezwoleń, które władze wydały na początku 1971 r. - kard. Wyszyński ocenił to bardzo pozytywnie. Oczywiście stwierdza jednocześnie, że jednak bardzo mało tych pozwoleń zdołano uzyskać, ale cieszy się z tego, chociaż wskazuje, że potrzeby są dużo większe. Również pozytywnie ocenił dotychczasowe posunięcia Rządu zmierzające do reform gospodarczych, polepszenia bytu społeczeństwa itp. Zdaje sobie sprawę z trudnej sytuacji gospodarczej. Mówił on, że nie można rozwiązać w ciągu tak krótkiego okresu, ale pozytywnie ocenił wyjście z impasu w jakim znalazł się Rząd po spuściźnie Gomułki.

Kard. Wyszyński popiera dotychczasową działalność Rządu i zgadza się z nią, jeżeli chodzi o sprawy gospodarcze. Widzi konieczność dalszych reform i polepszania sytuacji gospodarczej w kraju.

Zdaniem Wyszyńskiego, może to być osiągnięte z chwilą, gdy będzie:

- bardziej sprawniejszy system zarządzania

- większe wykorzystanie specjalistów /bo naród nie jest pozbawiony ludzi zdolnych, utalentowanych/ bez względu na to czy jest partyjny czy bezpartyjny

- sprawniejsza organizacja pracy na każdym odcinku zwłaszcza polepszanie pracy w MHZ, przemyśle, zmniejszanie marnotrawstwa i zbyt rozwinięta biurokracja

- uelastycznienie wszystkich przepisów prawa

- większa operatywność

- większa swoboda w działaniu, nie oglądanie się na instrukcję.

 Jeżeli chodzi o Kosciół

 Oczekuje on dalszego pomyślnego rozwoju stosunków Państwo - Kościół. Chętnie prowadziłby te rozmowy z Premierem Rządu. Odnośnie uregulowania statusu administracji kościelnej na Ziemiach Zachodnich i Północnych, widzi większe szanse na załatwienie tego problemu przez Watykan. Zależy to jednak od ratyfikacji układu Polska - NRF. W dzisiejszej sytuacji żadne polityk nie liczy się z inną możliwością rozwiązania problemu granic. Granice zostały juz ustalone, a podpisanie traktatu pokojowego po 27 latach byłoby w tej chwili nieaktualne. Jeśli chodzi o Watykan to ze względu na tradycje i zasady dyplomatyczne stwierdził, że nie może prowadzić stałej administracji kościelnej dopóki nie zostanie zawarty traktat pokojowy. Watykan bierze pod uwagę również i to, jak się ustosunkuje do spraw administracji kościelnych NRF to znaczy, czy zgodzi się na wprowadzenie, czy przyjmie do wiadomości, czy też nie będzie rząd NFR zgłaszał sprzeciwu, jeżeli Watykan podejmie akcję do ustabilizowania administracji kościelnej. Ten problem był m.in. jednym z celów ostatniej podróży arcybiskupa Casaroli do Polski.

Przed wyjazdem złożył on wizytę kardynałowi, który poinformował o wynikach pertraktacji z przedstawicielami rządu /szczegółów kardynał nie ujawnił/. Jedno jest pewne, że Watykanowi zależy na bliższych stosunkach z rządem podobnie jak to uczynił z rządami węgierskim i jugosłowiańskim. Kard. Wyszyński życzy sobie unormowania stosunków między Watykanem a rządem PRL dlatego, że spodziewa się, iż wyszłoby to na dobro kościoła, ale pod warunkiem, że nie bez niego. Gierek oceniany jest przez kard. Wyszyńskiego jako dobry organizator. Ocena ta wynika z dotychczasowej działalności na terenie Śląska jak i od czasu objęcia kierownictwa partii.

W czasie omawiania spraw ideologicznych kard. W. stwierdził, że ideologia nie powinna przynajmniej posługiwać się metodami administracyjnymi, bo to w zasadzie nie wiele, co daje. W walce ideologicznej między ludźmi, którzy są wierzący, a niewierzący to nacisk administracyjny nie ma racji bytu dlatego, że stwarza tylko postawy dwulicowe, wypacza w ten sposób charakter człowieka, a stwarza takiego, który co innego myśli i mówi, a co innego robi. Taki typ człowieka nie jest korzystny ani dla marksizmu ani dla katolicyzmu. Wprawdzie Polska uważana jest za kraj katolicki, ale kard. W. przyznaje, że już wiara katolicka nie jest tak silna - wśród ogółu społeczeństwa, ma troszeczkę inne postawy. Częściowo jest to hołdowaniem, tradycji. Ogół społeczeństwa pod wpływem działania propagandy ateistycznej już nie jest w swej wierze fanatycznej. To nie tylko Wyszyński to ocenia, ale np. i proboszczowie też mówią np. znam proboszcza na Bródnie - Gawlika, mówi tak „cóż z tego, że Bródno liczy 30 tys., ale Ci - mówi - ludzie, którzy tam mieszkają nie chodzą do kościoła, a przynajmniej w mniejszym procencie”. Kardynał uważa, że w pewnym wieku zawsze przechodzi przez pewne stadia rozwoju religijnego. Jeżeli jest wychowany w środowisku katolickim jest wierzący, ma pewne zasady wiary, które uzyskuje na skutek nauki religii i na skutek wychowania. Później przychodzi wiek młodzieńczy, wiek obojętności religijnej, jakiegoś buntu - rewizji wszelkich dogmatów i zasad postępowania moralnego. Później życie powoli go uczy jakiegoś rozeznania i oceny zasad religijnych. Dalej następuje wiek starczy - emerytalny, który znów zapełnia kościoły. Dlatego, że ludzie Ci już właściwie nie mają nic do zrobienia na tym świecie i zaczynają intensywnie myśleć o życiu pozagrobowym, a więc stają się jeszcze bardziej gorliwi - wierzący. W zasadzie jest to typowe i nie tylko w dzisiejszej sytuacji. Kard. W. nadmienił, że Gomułka był doktrynerem niedopuszczającym żadnej dyskusji, w ten sposób odciął się nie tylko od społeczeństwa, ale także od większości Biura Politycznego. Natomiast Gierek nie kieruje się doktrynerstwem, a raczej zwraca dużą uwagę na to, jakie są poglądy społeczeństwa, poglądy ludzi partii i stara się to uwzględnić. Kieruje się nie tylko swoim zdaniem, ale zasięga on publicznej opinii i robi wielkie wysiłki w tym celu. Świadczą o tym bardzo częste wizyty w terenie i rozmowy z robotnikami. Jest to niezwykłe ważne zwłaszcza w kraju, który jest pozbawiony opozycji - działającej formalnie chociażby legalnie dlatego, że jest to probież, który pozwala sprostować niektóre zarządzenia. Gdzie indziej w innych państwach tę rolę spełniają partie opozycyjne działające legalnie i występujące z krytyką posunięć rządowych. Opozycja ma tę zaletę, że krytykuje, a taka krytyka rządzących jest zwykle potrzebna. Krytyka zresztą może być złośliwa i nieproduktywna, ale osoba, która stoi na czele rządu i zapoznaje się z głosami opozycji i ma możliwości skorygowania i sprawdzenia słuszności swoich decyzji. Ponieważ my w Polsce mamy w zasadzie system jednopartyjny, więc Wyszyński widzi tylko dalszą potrzebę zasięgania opinii publicznej. Błędy poprzedniego kierownictwa polegały na ograniczaniu się do zarządzania i do narzucania swoich poleceń. Jeżeli była konsultacja to w obrębie kilku osób najbliżej stojących. Jest to niebezpieczeństwo, które grozi każdemu stojącemu na czele władzy. Jeżeli Gierek wierzy w pochlebstwa i entuzjazm może to być i dla niego niekorzystne.

Krytyka ze strony KC, dołów partyjnych, czy szerokich mas robotniczych nie powinna być tępiona ze względu na to, że to pozwala skorygować niektóre decyzje partii i rządu.

Jeżeli chodzi o stwierdzenie, że będzie się walczyć z rewizjonizmem, to oczywiście rewizjonizm nie jest rzeczą korzystną, ale walcząc z rewizjonizmem można stłumić krytykę. I tu jest bardzo subtelna różnica pomiędzy krytyką zaangażowaną zmierzającą do dobra państwa i rządu. Taka krytyka zawsze jest cenną rzeczą dlatego, że ona sygnalizuje niedociągnięcia czy też jakieś problemy, które należy rozwiązać, a inny dźwięk ma krytyka rewizjonistyczna, która ma na celu tylko zwalczanie rządu sianie niepokoju wśród społeczeństwa. Jak widać są to dosyć subtelne różnice między rewizjonistyczną krytyką a krytyką zaangażowaną do polepszenia sytuacji, zasygnalizowania zjawisk ujemnych. Hasło walki z rewizjonizmem głosi też i Gomułka, lecz tutaj są inne osobowości i należy sądzić, że Gierek nie będzie tłumił krytyki zaangażowanej.

„Jasiński” jest przekonany, że kard. W. odczeka do ukazania się uchwały Partii i wtedy dopiero może coś powiedzieć.

Z kolei t.w. „Jasiński” poinformował mnie, że dotychczasowy kapelan kardynała, ks. prałat Padacz powoli zostaje zastąpiony przez ks. Glempa. Padacz ze względu na podeszły wiek nie może podołać ilości obowiązków.

Glemp jest młodym księdzem, posiada dwa doktoraty, bardzo zdolny, cieszy się dużym zaufaniem u kardynała. Ma on duże perspektywy rozwoju. Często się zdarza, że kapelan zostaje mianowany biskupem, ale też często trzymany jest na stanowisku prałata.

Na razie jest dwóch kapelanów, ale w zasadzie więcej prac z tym związanych wykonuje Glemp.

 Ks. Fr. borowiec pełni funkcję administratora, zarządza pałacem i załatwia sprawy gospodarcze. Jest to ksiądz w podeszłym wieku. Dotychczas nic się nie mówi o jego odejściu. Jego obowiązki nie są zbyt skomplikowane i nie wymagają jakiegoś większego wysiłku. Kardynał nie chce u siebie zatrudniać krewnych, gdyż uważa, że byłby to tzw. nepotyzm.

W pierwszy dzień świat w popołudniowych godzinach kardynał przyjmie w swojej rezydencji krewnych.

 Uwagi:

- spotkanie z t.w. odbyłem poraz pierwszy na MK „Hetman” w godzinach od 13.20 do 14.50.

- Przebieg rozmowy utrwaliłem oficjalnie na magnetofonie reporterskim.

- Wręczyłem mu za pokwitowaniem 1.000 zł /jeden tysiąc złotych/.

- Obrał sobie pseudonim „Jasiński” /podpisał tym pseudonimem pokwitowanie i opracowane przez siebie uwagi na temat pracy WIH- u.

W okresie okupacji był w Szarych Szeregach, miał dwa pseudonimy „Donder” i „Grom”.

- Zna następujące języki obce: niemiecki, francuski i rosyjski /przyznał, że ma braki konwersacyjne/. Biegle nie potrafi mówić, ale daje sobie radę z tłumaczeniem tekstów.

- W pracy w WIH - u zajmuje stanowisko adiunkta Zakładu I - go. W przyszłym roku /marzec/ zamierza ukończyć pisanie pracy doktorskiej obliczonej na 500 stron. Temat: Powstanie Kościuszkowskie na Litwie.

 

 


 

 Warszawa, dnia 28 grudnia 1971 r.

Źródło: „Jasiński"

Przyjął: Z. Ch.

MK „Hetman"

TAJNE SPEC. ZNACZENIA

DONIESIENIE

W dniu 25 XIII 1971 r. o godz. 17.00 u kard. Wyszyńskiego odbył się opłatek, w którym oprócz krewnych udział wzięli ks. Padacz i Kotowski, bracia zakonni spełniający różne funkcje w pałacu, siostry zakonne i kierowca - Maciejak wraz z żoną.

Księży: Glempa i Goździewicza nie było bo wyjechali na wypoczynek.

Kardynał udostępnił zdjęcia kolorowe, które przywiózł z Rzymu i gdy każdy kolejno oglądał on natomiast dawał swój komentarz. Były to zdjęcia z audiencji u kardynała i papieża wraz z ks. Glempem i ks. Goździewiczem, grupy Polaków, w tym Gajowniczka, który był eksponowany dość znacznie, z przebiegu beatyfikacji o. Kolbe przy czym kardynał z satysfakcją podkreślił obecność ministra Skarżyńskiego i ambasadora PRL w Rzymie - wskazywał które miejsce oni zajmowali w Bazylice.

Z pobytu kardynała na cmentarzu Monte Casino i wspólnymi zdjęciami: z kardynałem NRF wykonanymi w czasie obrad Synodu. Po zakończeniu oglądania zdjęć odbyła się wspólna kolacja. Następnie kardynał zaprosił krewnych do swojego gabinetu, gdzie rozmowa dotoczyła spraw rodzinnych. Kardynał interesował się jaką kto przebył chorobę i jak się powodzi w pracy. Z krewnych są tylko dwie byłe nauczycielki - na emeryturze - Jaroszowa i Jurkiewiczowa.

Niepokoi kardynała jak i pozostałych krewnych zachowanie się siostrzeńca Stefana Jurkiewicza /brat ciotki t.w./, który po ukończeniu socjologii na KUL - u pracuje w zaopatrzeniu w Iwicznej. Oceniany jest jako meloman - bigbiciarz. Nie ma poważnego podejścia do życia, liczy 32 lata i nie żeni się.

Uważa się, że marnuje on tylko czas w dotychczasowym miejscu pracy.

Z uwagi na lekceważacy stosunek nie ma on chęci do pracy nad sobą. Gdyby reprezentował wysoki poziom to t.w. zająłby się nim.

Kard. Wyszyński ma pewne zastrzeżenia czy uda się wyprowadzić Polskę z trudnej sytuacji gospodarczej i czy rzeczywiście osiągnie się postępy zapowiedziane w Uchwale VI Zjazdu. Stwierdził on, że chociaż postulaty społeczeństwa znalazły zroumienie u władz to jednak trzeba poczekać, a wtedy zobaczymy co z tego wyniknie. Nadmienił również, że chociaż Gierek ma dosyć trudne zadanie do spełnienia, ale poradzi sobie i upora się z nimi, a tym samym lepiej będzie miał chociaż człowiek pracy.

Kardynał ma jakieś większe nadzieje na polepszenie sytuacji Kościoła i sądzi, że istnieją dużo lepsze perspektywy porozumienia się z Gierkiem i Jaroszewiczem. Spodziewa się, iż dojdzie w najbliższym czasie do kontaktów, jeżeli nie przed wyborami to na pewno po wyborach. Liczy też na pomyślny rozwój stosunków między Państwem a Kościołem i uważa, że zaszłe zmiany personalne na Zjeździe zapewniają o chęci Partii i Rządu do pełnego unormowania stosunków, które w znacznym stopniu przyczynią się do tego. Wnioski takie kardynał wyciągnął na podstawie wypowiedzi I sekretarza, Premiera oraz sformułowania w Uchwale na VI Zjeździe Partii.

W obecnej sytuacji Kościół jak najbardziej jest zaangażowany w dobro narodu i nie będzie stawiał żadnych przeszkód.

Jeżeli chodzi o sprawę społeczno - gospodarczą, o podniesienie poziomu moralnego społeczeństwa to będzie współdziałał z Rządem.

To wynika z listu Episkopatu w sprawie rodziny i apelu do młodzieży, w którym podkreślono konieczność włączenia się do pracy dla Narodu i Kościoła.

I z tego widać wyraźnie poparcie dla obecnej akcji ustawiania społeczeństwa wobec zachodzących przemian. Kościół nie stoi na uboczu, ale skoncentrował się m.in. na działaniach zmierzających do:

- podniesienia stopy moralności w społeczeństwie;

- uaktywniania pracy z młodzieżą;

- większego ułatwienia w prowadzeniu nauki religii;

- domagania się budowy nowych obiektów sakralnych zwłaszcza w dużych miastach.

Argumenty władz, że jest to deficyt materiałów budowlanych, są przyjmowane z uśmiechem i nie przekonywają hierarchii kościelnej. Wszystkie głosy ukazujące się w prasie dotyczące Kościoła są rejestrowane i kolekcjonowane przez Biuro Prasowe Episkopatu i na bieżąco dostarczane kardynałowi.

Jeżeli chodzi o zbliżenie Watykanu do Polski to kard. Wyszyński u kolejnego papieża zdołał pozyskać przyjaźń i sympatię narodu.

Paweł VI jest przyjacielsko nastawiony do kardynała i w ogóle do Polaków, a do tego jeszcze przyczyniła się beatyfikacja o. M. Kolbe. Kardynał ma duże wpływy w Watykanie i to u samego Pawła VI, z którym jest prawie na stopie przyjacielskiej, dlatego też może przeforsować różne sprawy w Watykanie.

Na podstawie przeprowadzonych rozmów z kardynałem - t.w. zorientował się, że rozwija on akcję w NRF na rzecz ratyfikowania układu Polska - NRF. W tym też celu zaprosił kard. Doepfnera do Polski - zaproszenie zostało przyjęte.

Podczas pobytu u kardynała w dniu 25.XII.71 r. t.w. widział zdjęcia jego z kardynałami i biskupami NRF z przyjacielskich rozmów jakie prowadzili podczas przerw w obradach synodalnych. Z tego widać tendencję zbliżenia się do kół kościelnych w NRF i zaprzyjaźnienia się z nimi, a przez to przełamanie niechęci i uprzedzeń.

Tego rodzaju akcja w znacznym stopniu się przyczyni do ułatwienia ratyfikacji układu w przynajmniej w pewnym stopniu na to wpłynie. Kard. Wyszyński jest zainteresowany w tym aby doprowadzić do zbliżenia i pojednania obu narodów. Przez to choćby kardynałowie i biskupi NRF właściwie oddziaływali na swoich katolików, bo jaka postawa Episkopatu, taka będzie postawa ogółu wierzących.

Sama beatyfikacja o. M. Kolbe była aktem antyhitlerowskim i zwróciła uwagę całego świata bo przypomniała grozę wojny i wszystkie zbrodnie hitlerowskie i na pewno zmusiła Episkopat NRF do przeanalizowania swego stanowiska.

Kard. Doepfner wygłosił przemówienie w Rzymie w związku z beatyfikacją o. Kolbe / Przemówienie to t.w. „Jasiński" otrzymał od kard. Wyszyńskiego/.

Kard. Wyszyński jako socjolog w okresie międzywojennym szczególnie zajmował się sprawami robotniczymi i komunistycznymi. Wśród robotników działał z pozycji akcji katolickiej. Wydał szereg książek dot. komunizmu w ZSRR.

Jeżeli chodzi o socjalizm i komunizm ma dobre rozeznanie. Dzięki temu zawdzięcza swoje stanowisko prymasa, że tego rodzaju zagadnienia go interesowały. Z tego względu zwrócił na niego uwagę kard. A. Hlond, a sytuacja tak się ułożyła, że sprawy robotnicze, socjalizmu i komunizmu stały się aktualne w Polsce.

Kard. Wyszyński jest oceniany jako sztywny i zachowawczy jeżeli chodzi o sprawy doktrynalne i religijne. Ale z tego co go znam to jedna rzecz nie ulega wątpliwości, że jest patriotą i sprawa Polski leży bardzo mu na sercu. Zawsze bardzo ciężko przeżywa różne niepowodzenia, zadrażnienia i tragedie.

Na terenie Warszawy kardynał ma 5 - ciu sufraganów:

1. Bp Majewski - ze względu na wiek nie bierze już czynnego udziału.

2. Bp Modzelewski - wchodzi w skład Komitetu Odbudowy Zamku.

3. Bp Miziołek - dawny rektor WSD.

4. Bp Kraszewski - kolega t.w. z okresu okupacji. Razem z nim chodził na tajne komplety. Jest z nim na ty. Bezpośredni zarząd nad parafią sprawują wikariusze.

5. Bp Dabrowski - orionista, został biskupem dla spraw zakonnych. Po śmierci bpa Choromańskiego mianowany Sekretarzem Episkopatu. Najpierw bp D. był używany do załatwiania różnych spraw z władzami, a już jako sekretarz do pertraktacji z przedstawicielami Rządu. Dąbrowski dlatego został Sekretarzem Episkopatu bo już miał kontakty z władzami i potrafił dosyć zręcznie prowadzić rozmowy. Obecnie bp D. konsultuje wszystkie sprawy z kardynałem dot. Kościoła i bez jego wiedzy żadnej decyzji nie podejmie.

Zarządzanie Kościołem na terenie całej Polski jest uciążliwą sprawą dla kardynała. Chodzi o to by sprawy dot. Kościoła były możliwie sprawnie prowadzone i żeby Episkopat występował w formie zwartej i uzgadniał swoje opinie. Kościół ma dosyć trudną sytuację bo znalazł się na terenie państwa, które ma przeciwstawną ideologię, ale z tego względu może dochodzić do zatargów, a chodzi o to żeby one były na odcinku ideologicznym, a nie współżycia. Na konferencjach Episkopatu wypracowane są wspólne stanowiska, konsultowane różne sprawy dot. nie tylko Kościoła. Chodzi o większą reprezentację poglądów Kościoła, bo i w Kościele też ścierają się różne poglądy. Są biskupi, którzy są bardziej liberalni i tacy, którzy są nastawieni na kierunek ostrzejszego kursu.

Episkopat przyjął formę konferencji i powołał Radę Główną, która składa się z czołowych przedstawicieli Kościoła. W skład Rady Głównej wchodzą kard. Wyszyński, kard. Wojtyła, arcypiskupi: Kominek i Baraniak, bpi: Dąbrowski, Jop, Rozwadowski i Tokarczuk.

Za kadencji obecnego prymasa rządy Kościoła w Polsce są kolegialne. Dawniej prymas Hlond jednoosobowo sprawy Kościoła załatwiał. Ordynariusze otrzymywali bezpośrednio polecenia do wykonania. Teraz tendencje kolegialne występują nie tylko w ramach Episkopatu, ale i w całym Kościele. Papież dawniej też zarządzał bezpośrednio bez żadnego konsultowania się. Teraz wprawdzie pozostawił sobie decyzję ostateczną, ale wsłuchuje się w głos przedstawicieli duchowieństwa. Tak, że teraz sytuacja w Kościele wygląda zupełnie inaczej niż to miało miejsce dawniej.

Tak, jak mówiłem na poprzednim spotkaniu - prasa nasza podczas ostatniego Synodu częściej wspominała o wystąpieniach i bardziej punktowała kard. Wojtyłę niż prymasa.

W związku z tym wysuwne były domniemania, że czynniki rządowe poprzez prasę starają się preferować kard. Wojtyłę w stosunku do prymasa. Oceniano to jakoby chęć podkreślenia większej roli jaką odgrywa kard. Wojtyła chociażby na Synodzie w porównaniu do prymasa. Prymas dopatruje się czy przypadkiem nie jest to celowa tendencja do przeciwstawiania kard. Wojtyły jego osobie, ale jest przekonany, że wysiłki spełzną na niczym.

Nie ulega wątpliwości, że kard. Wojtyła w wypadku zakończenia funkcji przez prymasa - zostanie jego następcą.

Arcbp Kominek w Episkopacie odgrywa znaczą rolę. W każdym razie jak się wyczuwa jest on dosyć energiczny i rzutki tak, że liczą się jego występami.

O tyle on jest ważny, że jest to jeden z wybitniejszych dygnitarzy kościelnych na Ziemiach Zachodnich. Wprawdzie jest administratorem, lecz w naszej nomenklaturze kościelnej pomija się tymczasowy charakter jurysdykcji dlatego nigdzie się nie podaje, że jest administratorem archidiecezji wrocławskiej.

Arcp Baraniak - dawny sekretarz prymasa Hlonda. Szybko awansował na arcybiskupa, ale to była premia za wytrwałość i za to, że nie dał się zastraszyć i nie złamał się w więzieniu, chociaż pobyt w więzieniu odbił się fatalnie na jego zdrowiu. Prymas po powrocie nabawił się choroby żołądkowej. Tak, że do tej pory jeszcze dolegliwości żołądkowe męczą go i dlatego wygląda bardzo mizernie.

Do najbliższych współpracowników prymasa należą:

- Ks. Goździewicz - pracuje w Sekretariacie od dłuższego czasu. Oceniany jest jako dobry pracownik i wytrawny dyplomata.

- Ks. Glemp - jest młodym pracownikiem Sekretariatu. Jest on bardzo uprzejmy i przyjemny w rozmowie. W czasie pobytu kard. Wyszyńskiego na Synodzie obaj sekretarze byli na audiencji u papieża. Ks. Glemp jest wyraźnie forowany i ma szanse wzrostu, bo z chwilą, gdy się dostał tak wysoko to należy sądzić, że będzie awansował.

- Ks. Kotowski - mało się udziela w pracy ze względu na chorobę serca.

- Ks. Padacz - w dalszym ciągu sprawuje funkcję kapelana. Uchodzi on za najważniejszą osobę, bo on decyduje o tym kto ma być przyjęty na audiencję przez prymasa. Zawsze referuje i przedstawia sprawy prymasowi dot. audiencji. Bywają i takie przypadki, że spławia nawet księży, którym mówi, że nie ma prymasa - chociaż jest on na miejscu.

- Ks. Józef Woźniak - proboszcz Chrystusa Króla na Targówku, b. prefekt, T.W. zna go ze szkoły podstawowej. Jest to ksiądz o pewnych ambicjach intelektualnych, który entuzjazmuje się ruchem ekumenicznym. Wyżala się wobec t.w., że ruch ekumeniczny nie cieszy się specjalną sympatią i poparciem ze strony Episkopatu. Komisja d/s Ekumenii nie przejawia większej działalności w raczej jest bierna w tej sprawie. W zebraniach ekumenicznych, na których ks. J. Woźniak wygłasza prelekcje uczestniczą przeważnie zakonnice, czasami paru księży a z przedstawicieli Episkopatu nikt nie przychodzi. Różnice pomiędzy poszczególnymi wyznaniami zwłaszcza między ewangelikami a Kościołem rzym.-kat. są dość znaczne. I raczej główne przyczyny niepowodzeń ekumenizmu należy upatrywać w sztywności Kościoła rzym.-kat., który nie chce odstąpić od swojej doktryny.

W ramach Ekumenii utrzymywane są kontakty od czasu do czasu, ale o zjednoczeniu nie ma mowy, bo te Kościoły zbyt daleko już od siebie odeszły. (...)

Uwagi:

- Przebieg spotkania utrwaliłem na taśmie magnetofonowej - oficjalnie.

- Omówiłem z t.w. zadanie polegające na ustaleniu zamierzeń hierarchii kościelnej w zakresie zapowiedzianej nowelizacji Konstytucji PRL oraz z jakimi ewentualnie problemami kard. Wyszyński wystąpi wobec kard. Doepfnera, który ma przyjechać do Warszawy. (...)

- W rozmowie t.w. zwierzył się ze swych przeżyć w okresie okupacji i po wyzwoleniu. Do AK wstąpił za namową Sierpińskiego. Brał też udział w powstaniu w charakterze sanitariusza na Targówku. Był w zgrupowaniu por. „Sępa" liczącym 120 ludzi.

- W styczniu 1956 r. prymas udzielił mu ślubu w Komańczy. Świadkami byli ks. Padacz i „ósemka" Janina Michalska. Wtedy prymas wpisał się do księgi parafialnej, jako że udzielił ślubu będąc na wygnaniu.

W związku z rocznicą 15 - lecia ślubu w styczniu 1971 r. na zaproszenie prymasa przyjechał wraz z żoną do Gniezna. Zamieszkał w rezydencji prymasa znajdującego się koło katedry. /Bp Czerniak wysłał nawet samochód do Wrześni a przybyły razem z kierowcą ks. Glemp powitał ich i towarzyszył w drodze do Gniezna/.

- Na spotkaniu poczęstowałem t.w. koniakiem. W związku ze zbliżającymi się świętami oraz Nowym Rokiem złożyłem t.w. życzenia.

- T.w. przekazał mi broszurę liczącą 7 kart z prośbą o odbicie na ksero 2 egz. /Tytuł ze Stosunków Jasińskiego z konfederacją Targowicką - Odbitka z Ateneum Wileńskiego 1938 r./

- Po zakończeniu spotkania odwiozłem t.w. taksówką w rejon jego zamieszkania. (...)

PPŁK Z. Chmielewski


NOTATKI PRYMASA POLSKI

Z BEATYFIKACJI OJCA MAKSYMILIANA MARII KOLBE

Rzym - 17.X.1971 - niedziela

Dzień Beatyfikacji Ojca Maksymiliana Marii Kolbe.

Błogosławiony dzień!

donosy3-1-beatyfikacja
Beatyfikacja Ojca Maksymiliana Marii Kolbe

Trudno sobie wymarzyć dzień piękniejszy. Nawet niebo przyoblekło się w lazurową szatę bez skazy chmurki, jak płaszcz Niepokalanej, wyczarowany pędzlem Murillo. - Cicho, słonecznie, ciepło, pogodnie. Plac świętego Piotra rozbrzmiewa polską mową we wszystkich odcieniach języków świata. Franciszkanie włoscy ustawili długie łańcuchy delegacji z całej Italii. Franciszkanie polscy więcej uwagi poświęcają swoim grupom, przywiezionym z Ojczyzny. Całej pielgrzymce polskiej z Kraju patronuje biskup Władysław Miziołek, a służy jej w Romie, biskup Szczepan Wesoły. Natomiast biskup Władysław Rubin, który jest bardzo zajęty Synodem, raczej poświęca swój czas grupom polskim z emigracji, które skupiły się przy polskim kościele świętego Stanisława.

Od wczesnego ranka ciągną autokary ku Bazylice świętego Piotra. Przyjechało jeszcze wiele ludzi pociągami z Polski, wiele też przybyło prywatnymi autami. Obliczamy Polaków z Kraju na trzy tysiące, Polaków z Polonii świata - także na około trzy tysiące.

Idziemy przez Plac świętego Piotra z Infułatem Franciszkiem Mączyńskim, Rektorem Polskiego Instytutu w Rzymie i z ks. dr Józefem Glempem - do Portowe di Bronzo. Ks. Prałat Hieronim Goździewicz wybrał się znacznie wcześniej i już od 7 rano tkwi, zdaje się, w Bazylice.

Jest obecnie godzina 9.00. Ubieramy się w kaplicy Matki Bożej - Pieta. Obok w kaplicy ma się ubierać Ojciec Święty. Wszyscy są przedziwnie rozradowani. Z głębi świątyni, od konfesji, docierają głosy pieśni „Serdeczna Matko". Śpiewają Polacy z Kraju i z zagranicy, skupieni w bocznych skrzydłach krzyża Bazyliki Piotrowej. Śpiewają z całego serca, jak na Jasnej Górze. Dostali bardzo wygodne miejsca. Chciano zrobić dla nich nawet specjalne podia, ale przy takim tłumie mogłoby to utrudniać krążenie ludzi. W loży po prawej stronie konfesji znajdują miejsce przedstawiciele rządu PRL na Beatyfikację Ojca Maksymiliana Kolbe: p. Ambasador Chałasiński i dyr. Skarżyński. Rząd PRL ocenia zdarzenie Beatyfikacji bardzo wysoko. Najlepszy dowód, że wysyła swoje przedstawicielstwo.

Kardynałowie, dygnitarze dworu Ojca Świętego, ceremoniarze, przedstawiciele z Cortem Pontificio składają nam życzenia z powodu dzisiejszej uroczystości. „Polski dzień" - mówią wszyscy. A my odpowiadamy: okazuje się chwała Bogu, który „z gnoju" wyprowadza ubogiego syna Narodu udręczonego i sam upomina się o chwałę sponiewieranych w czasie wojny.

Ciśnie się mnóstwo myśli... Ileż trzeba wiary i cierpliwości - iście hiobowej - aby to wszystko przetrzymać i doczekać się chwały Ojca narodów! Właściwie dziś w Bazylice świętego Piotra okazuje się zwycięstwo Boga w czasie wojny. Dopełnia się wielka synteza potwornych dziejów wojny. Widzimy jasno sens wytrzymałości ponad miarę - dla dobra Ojczyzny, dla chwały Boga i Niepokalanej. Bóg w tej Beatyfikacji chce zostawić znak czasu dla przyszłych dziejów Rodziny ludzkiej, która ma nadal przezwyciężać świat wiarą i miłością. To jest program dla przyszłości rozwojowej Rodziny człowieczej. Nienawiść skonała, została miłość uwielbiona i wyniesiona dziś do chwały ołtarzy. Gdy się o tym myśli, nie sposób opanować łez serdecznego wzruszenia.

Ojciec Święty przychodzi z kilkuminutowym opóźnieniem. Witam Go, dziękując, że raczył sam przewodniczyć dzisiejszej uroczystości. Za chwilę znika w bocznej kaplicy, gdzie ubiera się w pontyfikalia. Ceremoniarze ustawiają Carteo Pontificio. Są tu polscy franciszkanie i przedstawiciele różnych dykasterii papieskich. W koncelebrze jest 6 osób: Prymas Polski, Kardynał Wojtyła, Kardynał Jan Król z Filadelfii, Biskup Jan Zaręba - jako ordynariusz miejsca urodzenia Ojca Kolbe, Arcybiskup z Tokio Shirayanagi i Generał franciszkanów - O. Heiser.

Gdy Papież ukazuje się w Bazylice, Włosi zgromadzeni przy drzwiach rozpoczynają swoje potężne wołanie - „Evviva il Papa!". To wołanie do Ojca Świętego jest dla mnie zawsze wstrząsające, chociaż już tyle razy brałem udział w Corteo.

W miarę jak zbliżamy się do Konfesji, wchodzimy w nieco odmienną atmosferę - jest tu nieco ciszej, ale Papież widzi po twarzach, że tu się wszyscy modlą i... płaczą. Głos jest stłumiony, nieprzyzwyczajony do krzyku, ale przebija przezeń polskie: „Niech żyje"! Polacy mówią bardziej sercem niż wargami. Wyznają swoją wiarę milczeniem i modlitwą.

Ojciec Święty kroczy ze swym krzyżem w dłoni, którym się podpiera. Wprawdzie go nie widać z głębszych miejsc Bazyliki, ale - jest, życzliwie się uśmiechając i błogosławiąc. W Bazylice panuje ogromny tłok. Wydano ponad 30.000 biletów. Nasi Rodacy są także bardzo stłoczeni. Ale pomimo tego jest wzorowy porządek - każdy na swoim miejscu.

Rozpoczyna się celebra. Cichnie powoli „Serdeczna Matko", dochodzi do głosu Introit dzisiejszej Mszy św. o Błogosławionym Maksymilianie Marii. Antyfonę do Introitu wykonuje chór papieski pod batutą słynnego Bartolucci. Zbliżamy się do ołtarza przy Konfesji św. Piotra, całujemy mensę ołtarzową i przechodzimy na swoje miejsce, przygotowane po obydwu stronach Konfesji. Przed nami piękny obraz; purpury kardynałów zebranych w wielkiej liczbie, za nimi polscy biskupi - ponad 40! Potem członkowie Synodu i duchowieństwo z Polski. Za moimi plecami „dyszy" modlitwa polska.

Przedstawiciel Kongregacji „pro Causis Sanctorum" - Arcybiskup Antonelli prosi Ojca Świętego o zaproszenie do grona Błogosławionych - Sługi Bożego Ojca Maksymiliana Marii Kolbe. Biskup Władysław Rubin podaje tekst w języku polskim. Ojciec Święty sam odczytuje uroczyste orzeczenie Beatyfikacji. Jest to rzeczą niezwykłą, ponieważ czyni to osobiście tylko przy aktach kanonizacji. Dla Ojca Maksymiliana Kolbe Papież zrobił wyjątek. Potężnie brzmią słowa pod sklepieniem Bazyliki Piotrowej, które pójdą na wszystek świat i brzmieć będą przez wszystkie wieki: „Serum Dei Maximilianum Mariam Kolbe... in album Beatorum adscribimus!" - Papież wyznacza równocześnie dzień męczeńskiej śmierci Błogosławionego - 14 sierpnia - dla dorocznego oddawania Mu czci. Aula Bazyliki napełnia się frenetycznymi oklaskami. Zdaje się, że to jeden wielki huk potężnego morza.

Ojciec Święty intonuje hymn „Gloria in excelsis" podjęty przez wszystkich. Śpiew jest mocny, wspaniały. Powoli opada zasłona „Glorii" Berniniego i ukazuje się w niej prześwietlona słońcem postać Błogosławionego Maksymiliana Marii, lecącego do nieba z otwartymi ramionami, w zachwycie. Całe życie śpiewał on swą ukochaną pieśń do Niepokalanej: „Już niedługo ujrzę Ją". Wygląda teraz w „glorii Berniniego, jakby właśnie ujrzał Ją". Jakie to przedziwne. Mamy jeszcze przecież oczy pełne Ojca Maksymiliana, leżącego jeszcze na kamiennej posadzce bunkra głodowego w Oświęcimiu, sponiewieranego, udręczonego ponad wszelką miarę, konającego dobrowolnie za brata współwięźnia. Ale upomniała się o niego Niepokalana, dla której żył i umierał, sięgając po białą i czerwoną koronę. I oto dzisiaj Kościół Boży podnosi Go niejako z kamiennej posadzki celi śmierci i z prochów krematorium, gdzie zostało spalone jego ciało. Umieszcza go w chwale ołtarzy, kładąc mu na głowę trzecią koronę - złotą, o której pokorny sługa Maryi nigdy nie pomyślał. Tak Bóg czci przyjaciół swoich, a cóż dopiero, gdy są to przyjaciele Jego Ukochanej Matki!

Papież śpiewa teraz modlitwę do Błogosławionego Maksymiliana Marii. Po raz pierwszy Kościół modli się do Niego. Znowu oklaski, długo nie milknące.

Liturgia słowa - pierwsza lekcja po polsku. Czyta ks. Bogumił Lewandowski. Druga - Po włosku, Ewangelia - po łacinie. Teksty liturgiczne są przedziwnie trafnie dostosowane. Zostały podobno dobrane osobiście przez samego Papieża: „A dusze sprawiedliwych są w ręku Boga i nie dosięgnie ich męka... Odejście ich poczytano za unicestwienie, a oni trwają w pokoju. Choć nawet w ludzkim zrozumieniu doznali kaźni, nadzieja ich pełna jest nieśmiertelności... Bóg ich doświadczył jak złoto w tyglu i przyjął jako całopalną ofiarę. W dzień nawiedzenia swego zajaśnieją..." - Jakież to wspaniałe odzwierciedlenie dobrowolnej ofiary i męczeńskiej kaźni Ojca Maksymiliana, oraz nagrody, którą otrzymuje dziś od całego Kościoła w chwale nieba, w obliczu wszystkich narodów. A czyż mogły być lepiej dobrane słowa Ewangelii, którą śpiewa kardynał Vaggnozzi: „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, jak ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości nad tę, gdy kto życie swoje daje za przyjaciół swoich". - Ojciec Maksymilian wypełnił nakaz Chrystusa dosłownie! Sięgnął po stopień miłości najwyższej.

Po odczytaniu Ewangelii, Ojciec Święty wygłasza homilię w języku włoskim. Jest zwarta i bardzo mocna. Papież podkreśla zasadniczy rys duchowości nowego błogosławionego: niezwykłą miłość do Matki Najświętszej, jego maryjny żar apostolski i głęboko teologiczne postawy, jakimi kierował się w swej nauce i entuzjastycznym kulcie Maryjnym. Zaznaczył mocno, że charakterystyczną, „rzec można - oryginalną cechą mariologii Ojca Kolbe jest wyjątkowe znaczenie, jakie przypisuje Jej zadaniu wśród obecnych potrzeb Kościoła". Jest to niezwykle odważne twierdzenie Ojca Maksymiliana, na wiele lat przed Soborem Watykańskim II, który naukę o Maryi umieścił w Konstytucji dogmatycznej o Kościele.

Dalej Ojciec Święty mówi o wstrząsającej śmierci Ojca Maksymiliana i towarzyszących jej okolicznościach. W mocnych słowach stwierdza, że miliony padły ofiarą przemocy, pychy i kultu rasy, i że dzieje świata nie będą mogły wykreślić tych tragicznych kart. Punkt świetlisty, przezwyciężający tragizm nienawiści - to Ojciec Maksymilian Kolbe.

W dalszym ciągu Ojciec Święty podkreślił martyrologię Narodu polskiego, Jego wierność Chrystusowi i Stolicy Apostolskiej, oraz niezłomną ufność Polaków w cudowną opiekę Matki Najświętszej.

Po homilii Papieża następuje modlitwa wiernych w językach: francuskim, angielskim, polskim, niemieckim, hiszpańskim i portugalskim. Wszyscy odpowiadają „Te rogamus, audi nos".

Zbliżamy się do ołtarza, by stanąć obok Ojca świętego. Ja stoję po prawej stronie - obok mnie - kard. Król z Filadelfii i arcybiskup z Tokio Shirayanagi. Po drugiej stronie - kardynał Karol Wojtyła, biskup Zaręba i generał franciszkanów Heiser. Modlitwa napełnia serca wszystkich.

Teraz formułuje się procesja z darami. Idzie przed oblicze Papieża Pan Gajowniczek, ten właśnie, za którego Ojciec Kolbe poszedł na śmierć. Podaje Papieżowi puszkę z hostiami do Komunii św. Ojca Świętego i Koncelebrantów. Siwą głowę Gajowniczka Papież serdecznie obejmuje i przytula do serca. Następują pary czarnych habitów ze świecami, a wreszcie naszych polskich górali „spod samiutkich Tater" i Żywca. Za nimi olbrzymi kosz biało-czerwonych kwiatów, jakby sztandar polski i symbol biało-czerwonej korony Ojca Maksymiliana, niosą Krakowianka i Japonka. Właśnie Polacy śpiewają: „Jak pośród kwiatów wonna lilia, tak wśród gwiazd zorza, Zdrowaś Maryja". Wspaniale i entuzjastycznie brzmi śpiew Polaków na Beatyfikacji Rodaka, który umarł śmiercią głodową, z miłości do Niepokalanej i braci. „Ty, coś karmiła świata Zbawiciela, i nam jak Matka, daj pożywienie".

Zbliża się moment Podniesienia. Ojciec Święty podnosi białą Hostię i obraca się z Nią w pozostałe trzy strony świata, pokazując wszystkim Ciało Pana, a potem w kielichu - Jego Krew. Pochylają się wszystkie głowy ku Najświętszym Postaciom, wyniesionym dokładnie nad grobem Pierwszego apostoła - Piotra.

W Bazylice panuje atmosfera niezwykłej modlitwy i duchowego podniesienia. Polacy z Kraju modlą się i śpiewają jak na Jasnej Górze, zjednoczeni ze sobą wzajemnie, z Polonią świata i z całym Kościołem Powszechnym. Czuje się tu moc zjednoczonego Narodu, który wie, że jest... na Opoce! Pierwszy raz od przeszło 30 lat są tutaj, w Bazylice Piotrowej, u stup Namiestnika Chrystusowego, jako delegacja z Kraju, i to w liczbie tak pokaźnej. Tyle lat trwali na kolanach w Ojczyźnie za Kościół święty, za Sobór, za Synod, za Papieża. I oto teraz spełniają się ich marzenia. Są razem w Rzymie, jako żywa cząstka wierzącego Narodu, który skupił na sobie całą mękę Polski, wzniósł się do chwały ołtarzy, zabierając tam jakby wraz z sobą całą naszą wierzącą, katolicką Ojczyznę.

Zbliża się moment Komunii świętej. Śpiew polski: „Bądźże pozdrowiona Hostyjo żywa", podrywa wszystkie serca. Mocno śpiewa kardynał Jan Król, śpiewają i inni, chociaż nie rozumieją znaczenia słów, wydrukowanych w książce liturgicznej, rozdanej uczestnikom uroczystości. Formułują się dwa szeregi przystępujących do Komunii świętej, udzielanej przez Papieża. Ojciec Święty obdziela Ciałem Eucharystycznym Koncelebrystów. Przeszło 40 kapłanów idzie na Bazylikę rozdawać Komunię świętą - wśród nich 14 kapłanów polskich.

Papież udziela Komunii św. wybranym 50 osobom z Polski i 50 z innych krajów. Wzruszający to obraz wspólnoty ludów, karmionych przez Chrystusa dłońmi Jego zastępcy na ziemi!

Msza św. się kończy. Jeszcze rozlegają się pod kopułą słowa pieśni: „Witaj Jezu, Synu Maryi" - z wielką mocą i wiarą. Wsłuchują się w te głosy kardynałowie i Sodales Synodu.

Formułuje się Carteo Pontificio - wzdłuż Bazyliki. Tym razem Ojciec Święty niesiony jest na Sedia Gestatoria, aby mógł być widziany przez wszystkich. Najpierw Papież niesiony jest wokół Konfesji. Zbliża się do ramienia krzyża Bazyliki, w której stoją Polacy. Entuzjazm niebywały! Ojciec Święty wyciąga ręce, pozdrawia. Polacy szaleją! Prawie wszyscy płaczą - z radości. Przy drzwiach Bazyliki tłoczno.

Dziękuję Ojcu Świętemu raz jeszcze za to, że osobiście beatyfikował Ojca Maksymiliana Kolbe. Papież jest rozradowany i bardzo wzruszony. Wracamy do domu przez Bramę św. Anny. W tym czasie Plac św. Piotra przepełniony jest pielgrzymami, tymi którzy nie mogli dostać się do Bazyliki i tymi, którzy wyszli z Bazyliki na plac. Ojciec Święty ukazuje się w oknie domu papieskiego i mówi piękną, krótką homilię o Błogosławionym Maksymilianie Marii i Jego czci dla Matki Najświętszej. Razem z zebranymi tłumami odmawia „Angelus Domini".

Na godzinę 13-tą jestem zaproszony na obiad do Ojca Świętego. W sali Różańca świętego, gdzie znajdują się wielkie mozaiki tajemnic różańcowych na ścianach - czekamy na Papieża: kardynał Wojtyła, ja i biskup Rubin. Przyłączyli się do nas Mons. Macchi i drugi kapelan Ojca Świętego. Papież wita się z nami, już drugi raz w tym dniu - niezwykle serdecznie. Wręczam Ojcu Świętemu dary przywiezione z Polski. Najpierw - album soborowy śp. Jadwigi Walker, wydany przez Pallatynów w Poznaniu. Nadto wręczam Ojcu Świętemu album z 5 września 1971 roku, ilustrujący uroczystości na Jasnej Górze - oddania Kościoła Powszechnego i świata Matce Najświętszej przez cały Episkopat Polski i delegację Narodu. Przy tej okazji wznawiam sprawę rozdanego biskupom na Synodzie Memoriału - dotyczącego ofiarowania świata Matce Kościołą, co było przecież największym pragnieniem Ojca Maksymiliana, który cały świat chciał zdobyć dla Niepokalanej. Papież przyjął również figurkę Błogosławionego Maksymiliana Kolbe - pracę górali tatrzańskich.

Przechodzimy do sali stołowej. Ojciec Święty jest niezwykle pogodny, rozmowny, rozradowany dzisiejszą uroczystością w Bazylice. Odnosi się wrażenie, jakby jakiś ciężar spadł z Jego ramion. Może ujął Mu ciężaru Błogosławiony Maksymilian Maria, przywołując swą umiłowaną Matkę Niepokalaną na pomoc Papieżowi i Kościołowi? Wszak uczynił tak przed laty, 17 października 1917 roku, gdy widział, jak nieprzyjaciele Kościoła rzucają kamieniami w okna Watykanu, sprzeciwiając się Zastępcy Chrystusa na ziemi, założył „Milicję Niepokalanej" dla wspomagania Papieża i ratowania Kościoła. Dziś właśnie jest rocznica tego pamiętnego dnia i dzień dzisiejszy został wybrany na beatyfikację O. Maksymiliana. Jest to wymowny znak, skąd przyjdzie Papieżowi i Kościołowi Powszechnemu pomoc i ratunek...

Obiad trwa godzinę. Z uwagi na rodzinny charakter spotkania nie notuję tego, co mówiliśmy. Wyrażam Ojcu Świętemu słowa radości, że jest on tak podniesiony na duchu, rozradowany i pełen podziwu dla atmosfery modlitwy, jaką Polacy wnieśli do Bazyliki - przez swego ducha wiary, czci dla Papieża i modlitewnego śpiewu. Ojciec Święty podkreśla bowiem nieustannie, że dawno nie doznał tak głębokiej radości i pociechy, jak dzisiaj, z powodu entuzjastycznej wiary narodu polskiego, którą zobaczył na własne oczy w Bazylice Piotrowej.

Po obiedzie Papież wręcza nam dary: piękne brązowe odlewy świętego Piotra na krzyżu i książeczki ze swymi przemówieniami na Wschodzie.

Wstępujemy do kaplicy, aby się pomodlić. Ojciec Święty modli się do Matki Najświętszej i Błogosławionego Maksymiliana Marii. - Prosimy o błogosławieństwo.

Długo jeszcze gawędzimy w drodze do wyjścia. Papież zwleka z pożegnaniem, ale my wiemy, że należy się Mu odpoczynek.

Wracamy rozradowani, że Kościół polski sprawił dziś Głowie Kościoła Chrystusowego tyle radości, i to w imię Czciciela Matki Najświętszej!

21.00 - godzina Apelu Jasnogórskiego! Kończy się ten błogosławiony, jasny dzień! Dzień zwycięstwa pokornego Ojca Maksymiliana. Dzień zwycięstwa Miłości, która nie umiera! Dzień zwycięstwa narodu polskiego, którego owoc wiary zajaśniał dzisiaj w chwale ołtarzy. Ale nade wszystko - dzień zwycięstwa Służebnicy Pańskiej, Niepokalanej Matki Boga Człowieka i Matki Kościoła, która wychowuje sobie takich synów, a za zawierzenie całkowite Jej - płaci aż tak! Chwała Jej sługi, jest Jej chwałą. Chwała Narodu Jej całkowicie oddanego - jest Jej chwałą!

Dzień dzisiejszy jest potwierdzeniem naszej polskiej drogi - przez Maryję do Jezusa. Jeżeli ze szkoły Maryi wychodzą tacy ludzie, jak Bł. Maksymilian Kolbe, to Naród polski, miłujący Maryję całą potęgą gorącego serca, jest w dobrej szkole i na dobrej drodze. Gdyby nas kto dzisiaj zapytał, co było tajemnicą miłości i wytrwałości - aż do męczeńskiej śmierci - O. Maksymiliana, odpowiedzielibyśmy bez wahania: miłość do Niepokalanej. Ale gdyby nas ktoś zapytał - co dziś niejednokrotnie miało miejsce - co jest tajemnicą jedności, wiary i wytrzymałości Narodu polskiego, wśród największych nawet cierpień - odpowiedzielibyśmy również bez wahania: miłość i oddanie się Maryi, Matce Kościoła, przedziwny związek z panienką Jasnogórską, Zwycięską Dziewicą, Wspomożycielską. Ludzie i narody mają swoje tajemnice... Tajemnica Bł. Maksymiliana Marii Kolbe i tajemnica Narodu polskiego jest tą samą: na imię jej - Maryja!

Dlatego dzisiaj Wieczna Roma oglądała ze zdumieniem tych przedziwnie wierzących, rozmodlonych i rozśpiewanych ludzi znad Wisły, Odry, Bugu, nie rozumiejąc: skąd im to wszystko!?

Błogosławiony nasz Ojcze Maksymilianie! Wydaje nam się, że spełniamy wiernie Twój niepisany testament, gdy całą Polskę i wszystkich Polaków oddajemy w macierzyńską niewolę miłości Maryi, za Kościół Święty, który Ty chciałeś ratować w Imię Niepokalanej! Spełniamy Twój testament: gdy prowadzimy „Społeczną Krucjatę Miłości", ucząc miłować braci tak, by życie umieli oddawać za innych, jak Ty. Spełniamy go, gdy podejmujemy dzieło „Pomocników Maryi", które jest jakby przedłużeniem Twojej „Milicji Niepokalanej" na czasy współczesne. Pomóż nam, by każdy Polak oddał się całkowicie Matce Najświętszej, stając się w Jej dłoniach narzędziem wspomagania Kościoła i ratowania braci dla Chrystusa.

A wreszcie pomóż nam spełnić to, co było największym pragnieniem Twojego życia - by cały świat zdobyć dla Maryi, Matki Kościoła, iżby Błogosławioną zwały Ją wszystkie narody ziemi.

oncontextmenu="return false"> ... ...