> ...
Get Adobe Flash player

 

 

AddThis Social Bookmark Button

Odpis

JAK SIĘ RODZIŁ KOR I TZW. DEMOKRATYCZNA OPOZYCJA czyli JAK POWSTAWAŁA III RP

KULTURA

Paryż, Nr 4/174 1962

Leopold Łabędż: Deutcher - Prorok i Historyk

Izaak Deytscher urodził się w Polsce w 1907 roku, w ortodoksyjnej rodzinie żydowskiej. Dziad jego i ojciec byli właścicielami drukarni, drukującej religijne wydawnictwa żydowskie; wuj był przed wojną senatorem w polskim Senacie z ramienia żydowskiej partii klerykalnej - Aguda. Deutscher chodził do szkoły rabinackiej i do lat kilkunastu nosił tradycyjny strój chasydzki. W końcu jednak zbuntował się zarówno przeciwko szkole jak i rodzicom, porzucił „jesziwę" i przywdział zwykły ubiór. Przedtem jeszcze zaczął pisywać wiersze po polsku, a z jego tłumaczenia poezji hebrajskiej recytowano na spotkaniach literackich awangardy, skupionej przy Uniwersytecie Krakowskim, gdzie młody chasyd, pisujący wiersze po polsku był swego rodzaju atrakcją. Wiersze jego drukował „Nowy Dziennik", pismo żydowskie w języku polskim. Niektóre z nich miały charakter syjonistyczny, ale Deutscher wkrótce został socjalistą i nosił się z zamiarem współpracy w krakowskim „Naprzdzie", porzuciwszy jednak ten zamiar, przeniósł się do Warszawy, gdzie stał się komunistą i wieku lat 19-tu wstąpił do nielegalnej partii komunistycznej.

Ewolucja ta nie ma w sobie nic niezwykłego. Wielu inteligentów żydowskich szukało w komunizmie rozwijanie tzw. „kwestii żydowskiej" w kraju, gdzie antysemityzm był nagminny, gdzie dyskryminacja stała na drodze do kariery, a zacofanie i bieda były powszechne.

Okazało się, że ironiczna Klio kryje w zanadrzu jeszcze jedną niespodziankę dla młodego talmudysty przemienionego dialektyka. „Ostatecznie rozwiązanie" kwestii żydowskiej w Polsce rzeczywiście nastąpiło, w wyniku wyniszczenia przez nazistów trzech milionów Żydów, po wojnie zaś rządząca mniejszość komunistyczna, naszpikowana Żydami /często ukrywającymi swoje pochodzenie etniczne/ przyczyniła się jedynie do utrzymania tradycyjnego antysemityzmu, chociaż Żydów w kraju już prawie nie było.

Opuściwszy partię, współpracował przez pewien czas z małą grupką trockistów, która ogłosiła kilka broszur antystalinowskich. W 1934 roku grupa rozbiła się, a jej członkowie dołączyli do Bundu lub PSS. Deutscher wybrał PPS. Będąc jeszcze członkiem partii komunistycznej Deutscher pisywał zarówno w jidisz jak i po polsku /w legalnie wydawanym komunistycznym Miesięczniku Literackim/; teraz przyjął skromną pracę w Naszym Przeglądzie, czasopiśmie żydowskim w języku polskim, wydawanym w Warszawie. Pismo to miało charakter „burżuazyjny" i popierało syjonizm. Deutscher pracował w nim do 1939 roku, kiedy to udał się do Anglii. W Anglii, po wybuchu wojny, wstąpił do armii polskiej. W 1942 roku uzyskał zwolnienie z wojska i następnie został przydzielony do Ministerstwa Informacji przy ówczesnym rządzie polskim na wygnaniu.

Źródło: IPN BU 0330/327, t. 86

izaak-deutscherIzaak Deutscher (także: Isaac Deutscher, ur. 3 kwietnia 1907 r. w Chrzanowie, zm. 19 sierpnia 1967 r. w Rzymie) - publicysta, historyk i aktywista marksistowski. Autor biografii Józefa Stalina i Lwa Trockiego, a także tłumacz literatury żydowskiej na język polski.
Urodzony w religijnej chrzanowskiej rodzinie żydowskiej, studiował literaturę, historię i filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim. W dzieciństwie przeszedł tradycyjną żydowską edukację, poznawał także Torę i Talmud, uznawany był za zdolnego ucznia. Jeszcze jako nastolatek stracił jednak wiarę, sam twierdził, że ostatecznie został ateistą po tym, kiedy w święto Jom Kipur zjadł na grobie cadyka porcję niekoszernego jedzenia, nie wywołując tym żadnej nadprzyrodzonej reakcji. Również w wieku 16 lat zaczął publikować swoje wiersze, inspirowane mitologią i kulturą polską i żydowską.
W 1927 roku wstąpił do Komunistycznej Partii Polski. Poglądy marksistowskie pojawiły się u niego w czasie studiów w Warszawie, gdzie kontynuował naukę filozofii. Jako działacz KPP zajmował się redagowaniem podziemnej prasy komunistycznej. W 1931 odwiedził ZSRR, gdzie zaoferowano mu pracę profesora historii teorii marksistowskiej.
W 1933 opublikował artykuł Niebezpieczeństwo barbarzyństwa w Europie, w którym argumentował, iż konieczna jest współpraca socjaldemokratów i komunistów w walce z faszyzmem. Było to całkowicie niezgodne z ówczesną oficjalną taktyką Kominternu, który zabraniał komunistom wszelkich sojuszy z lewicą parlamentarną. Deutscher został wyrzucony z partii za sianie niepotrzebnej paniki. Wówczas zwrócił się ku studiowaniu myśli trockistowskiej, nielegalnej w Polsce i wyklętej w ZSRR. Odtąd całe życie deklarował się jako trockista, chociaż w 1938 uznał decyzję o zawiązaniu IV Międzynarodówki za przedwczesną.

 

- zarówno Modzelewski jak i adw. de Virion będą domagać się przedłożenia przez prokuratora ulotki „antyfaszystowskiej", opracowanej przez Modzelewskiego, która była odpowiedzią na ulotkę „antyżydowską".

- TORUŃCZYK dowiedział się od adw. Witolda Ferfet /obrońca jej i Michnika/, iż zdaniem Michnika wyjaśnienia złożone przez Szlajfera zostaną przez niego obalone. Michnik zgłosił wniosek o powołanie kilkunastu świadków. W czasie rozprawy sądowej będzie składał wyjaśnienia jedynie na niektóre okoliczności.

- MICHNIK zapowiada podjęcie starań o publiczne powiadomienie opinii społecznej, iż Mencwel jest współpracownikiem MSW. Akcja powyższa ma być podjęta przez plotkę powtarzaną bezpośrednio, jak i przez radio „Wolna Europa". Zainicjowanie zamierza powierzyć Janowi Józefowi Lipskiemu. Michnik stwierdził, „iż każda broń jest dobra, jeżeli trzeba wymierzyć słuszny odwet i dokonać aktu zemsty na zdrajcy i prowokatorze".

- Zdaniem adw. Grabowskiego /obrońca Michnika/, istotne i realnie groźne są zeznania Mencwela, Szlajfera i Lasoty. Zwłaszcza Mencwel, szeroko i kompleksowo obnażył strukturę oraz zasady funkcjonowania „Komandosów". Zdaniem adw. Grabowskiego, zeznania Mencwela „są murem nie do wykruszenia dla obrony i do tego stopnia", iż nakłaniał on Michnika, żeby przyznał się do niektórych faktów, wobec ich oczywistości. Przyznanie tych faktów, stwarzałoby obronie możliwość zbudowania konstrukcji polemicznej w stosunku do wywodów Mencwela. Michnik pragnie jednak nieugięcie trwać do końca w odmowie wyjaśnień i przeprowadzić druzgocącą krytykę ideologii systemu.

- W czasie widzenia z rodzicami, Michnik dowiedział się, iż tylko nieliczni pozostają w więzieniu. Fakt ten z trudem i niechęcią zdołał przetrawić, ponieważ w „państwie faszystowskim i policyjnym" wszyscy powinni zostać skazani, na wieloletnie kary więzienia. Również wieści o emigracji Żydów /Bauman, Blassowie/ zasmuciła Michnika. Jego zdaniem, „Polska w krótkim czasie zostanie pozbawiona najbardziej wartościowych i twórczych ludzi, bez których nic pozytywnego zdarzyć się nie może. Zapanuje martwota i stagnacja, bierne podporządkowanie się biurokracji. Nie spocznie jednak - jak Guevara - będzie tak długo działał, aż zmieni w tym kraju istniejący porządek".

W dniu 6 bm. Szlajfer miał widzenie ze swoimi rodzicami. W toku prowadzonych, na ogół obojętnych dla sprawy rozmów, ojciec poinformował go, że otrzymuje tajemnicze anonimowe telefony, w których nieznani rozmówcy, stawiają mu zarzuty, iż jego syn, w ramach składania wyjaśnień w toku prowadzonego śledztwa, poważnie obciążył A. Michnika i inne współpodejrzane osoby. Reakcja syna na informację była taka, aby ojciec w sposób skuteczny odpierał następne rozmowy, gdyż A. Michnik „jest wielką świnią". Ojciec jego odpowiedział, że przecież kiedyś informował go o tym, iż znajomość z Michnikiem jest dla niego szkodliwa. Syn przyznał mu rację, ale jednocześnie podkreślił, iż ojciec nie dawał mu na to dowodów, które to dopiero otrzymał w śledztwie.

Matka H. Szlajfera oświadczyła, że przyniósł on „ich komunistycznej rodzinie wielki wstyd i jeżeli jeszcze czegoś nie wyjaśnił, musi to uczynić najszybciej, bez żadnych oporów. Musisz pomóc Partii. .i nam".

pplk-miszewski-1

 

 

 

 


Z materiałów nieoficjalnych /od podejrzanych/ wynika, że:

- TORUŃCZYK swoją obecność na sali sądowej rozpocznie od udawania choroby. Zrobi wrażenie zmaltretowanej i ciężko chorej.

- MODZELEWSKI snując analogię do swej poprzedniej sprawy uważa, iż będzie prowadzony na rozprawę sądową zakuty w kajdankach i moment ten zamierza wykorzystać, dla swoich propagandowych celów, w szczególności uwypuklenia, iż w okresie międzywojennym, sądzeni komuniści nie byli kuci.

- MODZELEWSKI jest zdecydowany postawić wniosek, aby sąd podał Szlajfera badaniu przez lekarzy psychologów. Wniosek swój uzasadnia materiałami zawartymi w wyjaśnieniach Szlajfera, z których wynika bezspornie, iż Szlajfer jest osobnikiem chorym psychicznie.

- MODZELEWSKI oświadczył, iż do dnia 5 września br. będzie całkowicie przygotowany do swojej obrony. Może uzupełnić ją jedynie, po konsultacji z adw. de Virion.

- MODZELEWSKI uważa, że jeżeli rozprawa przeciągnie się do października, młodzież akademicka wywoła zamieszki w całym kraju.

- SZLAJFER w grypsie do Grudzińskiej nazwał Michnika łotrem, na którego nie będzie żałował pięści, po wyjściu z więzienia. Zeznania Grudzińskiej uważa za bardzo dobre. Nie może się natomiast zgodzić z wypowiedzią Mencwela, który oświadczył, iż miał on być prawą ręką Michnika.

- GRUDZIŃSKA uważa działalność „Komandosów" za bezsensowną. W chwili obecnej zrozumiała głupotę swoich posunięć. Ma pretensje do osób, które rozpowszechniały fałszywe wiadomości, na temat stosowanych metod przesłuchania, jak np. policzkowania itp. Uważa, iż były one celowo kolportowane, aby na wypadek aresztowania wrogo się odnosić do oficerów śledczych. Stwierdza, iż oficerowie śledczy są na wysokim poziomie. Po doświadczeniach więziennych, jest przekonana do naszego ustroju. Nie chciałaby mieć umorzonego postępowania, ponieważ pragnie rozliczyć się, a przy okazji rozprawy sądowej powiedzieć swoje zdanie na temat działalności „Komandosów". Jest wdzięczna Mencwelowi, iż pomógł jej w rozszyfrowaniu tej działalności.

pplk-miszewski-2

 

 

 


 

TorunczykModzelewskiSzlajferGrudzinskaGrossTorunczykModzelewskiSzlajferGrudzinskaGross- Adw. de Virion kilkakrotnie przypominał Kuroniowi, ażeby w czasie składania wyjaśnień przed sądem, nie łączył działalności „Komandosów" z zagadnieniami strukturalno-organizacyjnymi.

- GÓRECKI po rozmowach z adw. Czeszejko przekonał się, iż nie będzie mu przeszkadzał w konsekwentnym realizowaniu, przyjętej przez niego linii obrony.

- Adw. Kumaniecka wręczyła Modzelewskiemu, w imieniu Steinbergowej, pismo o zrzeczeniu się obrony, w związku z prowadzoną przeciwko niej sprawą dyscyplinarną, w której zapadł wyrok skazujący ją na karę nagany. Od tego wyroku Steinsbergowa wniosła odwołanie. O ile sprawa zostanie załatwiona w szybkim terminie, wystąpi ona jako obrońca Modzelewskiego.

- KUMANIECKA poinformowała również Modzelewskiego, iż adw. Jan Olszewski został skazany przez Sąd Powiatowy dla m.st. Warszawy, za czyn z art. 140 kk.

- KUMANIECKA poinformowała Modzelewskiego, „iż w Warszawie głośno się mówi o niechlubnej roli i pisemnym oświadczeniu Mencwela". Jaj zdaniem, „Mencwel na gruncie kół intelektualistów jest zupełnie spalony".

 

 OBROŃCY KOMANDOSÓW

 Tadeusz-de-VirionTadeusz Józef de Virion h. Leliwa (ur. 28 marca 1926 r. w Warszawie - zm. 25 października 2010 r. w Warszawie) – prawnik, adwokat, dyplomata. Za zasługi w obronie trockistów zwanych „Komandosami" został w III RP ambasadorem Rzeczypospolitej Polskiej w Wielkiej Brytanii w latach 1990-1993, członek Trybunału Stanu w latach 1989-1991 i 1993-2005. Był obrońcą w procesach powojennej Polski. Bronił „Komandosów”. Występował też jako adwokat w procesach tzw. „opozycjonistów” w stanie wojennym. Reprezentował prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego w procesie z gazetą „Życie”.

 

 


 

Zdzisław Czeszejko-Sochacki

Sędzia we własnej sprawie

Zdzisław Czeszejko-Sochacki, sędzia Trybunału Konstytucyjnego zmarły w 2002 roku, współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa. Jak wynika z dokumentów zgromadzonych w Instytucie Pamięci Narodowej, był zarejestrowany jako TW Lech – pisze współpracownik „Rzeczpospolitej” Piotr Pałka.

 czeszejko-sochacki
W latach 80. profesor Czeszejko-Sochacki był posłem na Sejm oraz ambasadorem w Bernie. Urodził się w 1927 roku na Wołyniu. Ukończył prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim, tam także obronił rozprawę doktorską. Tytuł doktora habilitowanego uzyskał w 1988 roku w Instytucie Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk. W 1998 otrzymał tytuł profesora. Przez wiele lat prowadził prywatną kancelarię adwokacką. Występował w wielu głośnych procesach. Syn prof. Czeszejko-Sochackiego, Krzysztof Czeszejko-Sochacki, jest szefem Kancelarii Sejmu.

Ukoronowaniem bogatej kariery Zdzisława Czeszejki-Sochackiego, jednego z najbardziej znanych adwokatów, było powołanie go w 1993 r. do Trybunału Konstytucyjnego (z rekomendacji SLD). Był już wówczas uznanym autorytetem prawnym, na jego opinie jako sędziego TK często powoływali się parlamentarzyści, szczególnie ci z lewej strony sceny politycznej.

Gdy w życie weszła ustawa lustracyjna 11 kwietnia 1997 r., działalność Czeszejki-Sochackiego w Trybunale nabrała nowego wymiaru: broniąc własnego życiorysu, konsekwentnie torpedował próby rozszerzenia lustracji. Pierwszą okazją do tego było zaskarżenie przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego przepisów nowelizacji ustawy lustracyjnej. Trybunał uznał ten wniosek za bezzasadny, ale sędzia Czeszejko-Sochacki zgłosił zdanie odrębne, bo nie podobało mu się poszerzenie kompetencji rzecznika interesu publicznego. Powodowały one – zdaniem Czeszejki-Sochackiego – dostęp „do konstytucyjnie chronionej sfery życia prywatnego, czci i dobrego imienia” i brak kontroli nad poczynaniami rzecznika. Pomysł, by posłowie i senatorowie mogli zwracać się do rzecznika z wnioskiem o wszczęcie postępowania lustracyjnego, nazwał Czeszejko-Sochacki – za jednym z posłów – donosem parlamentarnym. W końcu przyznał, że postępowanie lustracyjne w jakiejkolwiek formie jest ograniczeniem prawa jednostki do prywatności.

Podobnie argumentował także w grudniu 2000 r., gdy Trybunał uchylił skargę konstytucyjną dotyczącą publikowania faktu przyznania się do współpracy z aparatem bezpieczeństwa PRL w Monitorze Polskim. W zdaniu odrębnym Czeszejko-Sochacki przekonywał, że publikacja takich informacji powoduje „naruszenie konstytucyjnie chronionych wolności i praw”.

Kilka tygodni przed śmiercią mecenas Czeszejko-Sochacki z okazji 75. urodzin otrzymał od ówczesnego marszałka Sejmu Marka Borowskiego kartkę z życzeniami: „Swoim autorytetem, rozległą wiedzą oraz powszechnie cenionymi umiejętnościami wspierał Pan zawsze działania dobrze służące polskiej praworządności”- pisał marszałek.

Tymczasem z dokumentów IPN wynika, że Czeszejko-Sochacki był na przełomie lat 60. i 70. jednym z agentów, dzięki którym SB ograniczała niezależność samorządu adwokackiego. Współpracując, ułatwiał sobie karierę w samorządzie zawodowym.

Pierwsze kontakty Czeszejki-Sochackiego ze Służbą Bezpieczeństwa nastąpiły w czasie jego pobytu we Wrocławiu, gdzie studiował prawo i angażował się w harcerstwo. W listopadzie 1949 roku został pozyskany do współpracy przez tamtejszą bezpiekę. Jako Tajny Współpracownik „Lech” rozpracowywał „wrogie elementy pracujące we wrocławskim Związku Harcerstwa Polskiego”…

Esbecy zainteresowali się nim ponownie w marcu 1968 r., gdy był już sekretarzem Naczelnej Rady Adwokackiej w Warszawie. „Z.Cz. posiada duże możliwości udzielania nam informacji z terenu NRA oraz inspirowania w Radzie ewentualnych naszych sugestii, przy czym jest chętny do współpracy ze Sł. Bezpieczeństwa” – napisał po pierwszym spotkaniu jego późniejszy oficer prowadzący porucznik J. Podolski.

Ze względu na przynależność do PZPR Czeszejko-Sochacki rozpoczyna pracę dla SB jako kontakt poufny „Z.Cz.”.

W 1970 r., ze względu na nową instrukcję operacyjną SB, kp. „Z.Cz.” zostaje przemianowany na kontakt obywatelski „Lech”. W swoich raportach „Lech” nie oszczędzał dziekana NRA Kazimierza Godlewskiego. Obarczał go winą za złą sytuację w Radzie, a jednym z głównych powodów krytyki było to, że… źle wyrażał się o Czeszejce-Sochackim. W meldunku z 24 marca 1971 r. inna wtyczka bezpieki w NRA, kontakt obywatelski „Lucky” donosi, że Czeszejko-Sochacki wraz z innym adwokatem, Zdzisławem Krzemińskim, prowadzą skierowaną przeciwko Godlewskiemu akcję „odnowy w adwokaturze”. Zaznacza jednak, że głównym podłożem konfliktu jest niechęć osobista: „Obaj oni nienawidzą Godlewskiego” – pisze „Lucky”. Kilka miesięcy później „Lech” zastępuje Godlewskiego na stanowisku dziekana Naczelnej Rady Adwokackiej. W momencie objęcia tej funkcji jego kontakty z SB się kończą. W dokumentach są jednak ślady tego, że być może był prowadzony również w latach 1975-1979.

Rzeczpospolita, 11.05.07 Nr 109

oncontextmenu="return false"> ... ...