> ...
Get Adobe Flash player

 

 

AddThis Social Bookmark Button

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Wywiad, którego udzieliłem dla Frondy.

- Służby specjalne nie mogą decydować, jakie dokumenty zostaną odtajnione, a jakie nie - mówi w rozmowie z portalem Fronda.pl ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

Niecałe trzy tygodnie temu mówił ksiądz w rozmowie z portalem Fronda.pl, że w sprawie arcybiskupa Józefa Kowalczyka "pojawiają się nowe dokumenty i nowe wątpliwości". "Rzeczpospolita" ujawniła jednak, że świeżo odtajnione dokumenty ze zbioru zastrzeżonego dowodzą, że nuncjusz papieski, abp Kowalczyk, nie był świadomym kontaktem informacyjnym SB. Czy jest ksiądz zaskoczony?

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Największym zaskoczeniem dla mnie jest informacja, że ze zbiorów zastrzeżonych IPN wyjmuje się dokumenty za zgodą służb specjalnych. Od dawna trwa spór o to, czy powinno się badaczom udostępniać wszystkie dokumenty, a tymczasem to służby specjalne decydują o tym, co można, a czego nie można udostępnić. Okazuje się więc, że w każdej chwili odpowiedni dokument może wyskoczyć ze zbiorów jak królik z kapelusza. Tymczasem z zasady wszystkie dokumenty wytworzone przez służby specjalne do 1990 roku powinny być udostępnione badaczom.

Od początku istnienia IPN prawo mówi, że zbiór zastrzeżony istnieje i znajdują się w nim dokumenty "aktualne dla bezpieczeństwa państwa", do których dostęp mają tylko prezes IPN i służby. Ksiądz badał akta byłych służb NRD. Czy w Niemczech w tzw. Instytucie Gaucka istnieje też coś takiego, jak zbiór zastrzeżony?

W Niemczech nie istnieje tego typu zbiór zastrzeżony. Wszystkie dokumenty są udostępnione. W Polsce problem polega na tym, że agenci przejęci po Służbie Bezpieczeństwa pracowali później w UOP, a teraz w ABW. Wszystkie służby na świecie mają swoich tajnych współpracowników i temu nie należy się dziwić. Jednak niedopuszczalna jest sytuacja, w której łajdacy, którzy wcześniej krzywdzili Polaków i Kościół, teraz decydują o tym, jakie dokumenty IPN może udostępniać historykom i dziennikarzom, a jakich nie może.

Czy publikacja "Rzeczpospolitej" rzeczywiście stawia kropkę nad "i" w sprawie Cappino? Pojawiły się już takie komentarze.

Oczywiście, że nie. Skąd możemy wiedzieć, czy informacje udostępnione przez IPN, z których korzystał dziennikarz, to wszystko, co możemy na ten temat powiedzieć? Być może w zbiorach zastrzeżonych IPN znajduje się jeszcze bardzo wiele dokumentów, które stawiają sprawę ewentualnej współpracy abp. Kowalczyka z SB w innym świetle.

Czy ksiądz wie o innych dokumentach w tej sprawie?

W tej chwili nie mogę powiedzieć. Kwerendę w tej sprawie prowadzi kilka osób i wiele wskazuje na to, że sprawa wygląda zupełnie inaczej, niż wynika to z dotychczas opublikowanych materiałów. Szkoda, że IPN nie opublikował wszystkich dokumentów rok temu, kiedy wybuchła sprawa Cappino.

Czyli rozwiązanie sprawy Nuncjusza jest możliwe jedynie po odtajnienia całości akt ze zbioru zastrzeżonego IPN?

Tak. Dopiero wtedy możemy powiedzieć, że w sprawie nie ma nic do dodania.

Jednak Cezaremu Gmyzowi, autorowi wspomnianego artykułu w "Rz", który zajmuje się tematyką lustracji w Kościele, do tej pory nie można było zarzucić braku uczciwości, czy rzetelności w badaniu tego trudnego tematu. Czy mógł postawić tak mocną tezę bez rzetelnej wiedzy?

Ja uważam pana Gmyza za uczciwego badacza. Nie zgadzam się jedynie z jego tezą, że te dokumenty kończą sprawę abp. Kowalczyka. Warto pamiętać o tym, że sprawa Cappino jest też rozpatrywana w kontekście całej siatki komunistycznego wywiadu działającego w Watykanie. Tym bardziej więc prawdopodobne, że nazwisko Nuncjusza pojawia się także w innych dokumentach, które znajdują się w zbiorze zastrzeżonym.

Za trzy miesiące, może nieco później, abp. Muszyński przestanie pełnić funkcję prymasa Polski. Ksiądz nie wykluczał, że abp Kowalczyk chce po nim objąć to stanowisko.

Tak, arcybiskupowi Kowalczykowi bardzo zależy na zostaniu prymasem. To on sam rozprowadzał sondaż wśród biskupów, z którego wynika, że ma wśród nich bardzo duże poparcie. Jego kandydatura budzi u mnie jednak duże zastrzeżenia, i to nie tylko z powodu niejasności w sprawie Cappino.

Co ma ksiądz na myśli?

Nuncjusz apostolski jest winien dwóch bardzo niedobrych nominacji biskupich. A nie można mu zarzucić braku doświadczenia, przecież za kandydatury biskupie jest odpowiedzialny od trzydziestu lat – wcześniej jako szef Sekcji Polskiej Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej.

Jakie to nominacje?

To za urzędowania nuncjusza Kowalczyka arcybiskupem poznańskim został abp. Juliusz Paetz, o którego skłonnościach do molestowania kleryków i księży wiedziano już wcześniej w środowisku kościelnym. Także on przedstawił bp. Stanisława Wielgusa jako osobę odpowiednią do objęcia funkcji arcybiskupa warszawskiego i mimo swej wiedzy – wcześniej pisała o tym "Gazeta Polska" - nie zwrócił się do IPN o udostępnienie materiałów na temat tego kapłana. Arcybiskup Kowalczyk popełnił bardzo wiele grzechów zaniechania, które później skutkowały złymi nominacjami.

Skoro ujawnione właśnie dokumenty stawiają hierarchę w dobrym świetle to przeciętny obywatel może sobie pomysleć, że oto IPN pomaga w poprawieniu wizerunku abp Kowalczyka, aby uzyskał funkcję prymasa?

Dla arcybiskupa Kowalczyka jest oczywiście istotne, czy te dokumenty są dla niego pozytywne, czy negatywne. Moje zastrzeżenia nie dotyczą treści dokumentów, ale zasady udostępniania tych dokumentów. Służby specjalne nie mogą bowiem decydować, jakie dokumenty zostaną odtajnione, a jakie nie. Ponadto skandalem jest sytuacja, w której mjr Edward Kotowski, czyli oficer SB o pseudonimie "Pietro", fałszował dokumenty i nie jest za to pociągnięty do odpowiedzialności. A to wynika z tekstu Cezarego Gmyza. Jednocześnie Kotowski skarży dziennikarza Tomasza Pompowskiego z "Polski The Times" za wywiad przeprowadzony ze mną.

Rozmawiał Stefan Sękowski

oncontextmenu="return false"> ... ...